Konflikt
Na mapie świata niewiele jest miast o tak złej sławie. Rytm życia Belfastu przez dziesięciolecia odmierzały wybuchy i strzelaniny między katolikami i protestantami.
Jednakże dziś, na ulicach Belfastu nie ma już wojska i zielonych okratowanych furgonetek, które przez dziesięciolecia pilnowały porządku. Otoczone wzgórzami zadbane miasto tonie w zieleni, atlantyckie powietrze jest krystaliczne i rześkie. Mam wrażenie, że jestem gdzieś w sennej Skandynawii, a nie w jednym z najbardziej zapalnych miejsc na świecie. Dziś Belfast pragnie stać się jedną ze stolic światowego pokoju.
Konflikt w Irlandii Północnej swoje początki bierze z końca XIX wieku, kiedy to stolica regionu przeżywa szybką industrializację, co ściśle wiązało się z rozwojem przemysłu stoczniowego i włókienniczego. Klasa robotnicza, która wtedy była coraz liczniejsza tworzyła dwa zantagonizowane środowiska - protestanckie i katolickie. Gdy Zielona Wyspa odzyskała niepodległość na początku XX wieku, sześć hrabstw tworzących Ulster pozostało w granicach Wielkiej Brytanii.
Spowodowane to było lojalną postawą licznej w Irlandii Północnej społeczności protestanckiej. W odzewie społeczność katolicka w pełni popierała zjednoczenie całej wyspy poprzez przyłączanie Ulsteru do Republiki Irlandii. Stosunki między katolikami a protestantami przeistoczyły się w otwarty konflikt, który zaostrzył się pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.
W 1969 roku do robotniczego Belfastu Zachodniego wkroczyło wojsko brytyjskie, rozdzielając obie społeczności. Katolicy odebrali to jako armię okupacyjną, co spowodowało, że żołnierze stali się ofiarami ataków Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA). Skutek był taki, że na około 25 lat Belfast Zachodni zmienił się w pole bitwy. Wydaje się, że z czasem konflikt słabnie, jednak zdarzają się jeszcze poważne zamieszki, ostatnia miała miejsce w 2005 roku.

Stale Belfast sprawia wrażenie miejsca ponurego, jednakże Belfast Zachodni jako robotnicza część stanowi nie lada atrakcję, gdyż jeszcze 20 lat temu wybuchały tam bomby i latały koktajle mołotowa.
Beklfast Zachodni nadal dzieli się na dwie zantagonizowane cześć, tzn. protestancki Shankill i katolicką Falls.
By zrozumieć to miasto, warto zacząć zwiedzanie od jego najbardziej niegdyś mrocznych zakamarków - Belfastu Zachodniego. Codziennie o godz. 11 spod hotelu Hilton przy 4 Lanyon Place wyrusza w tamtą stronę autokar. Pierwszy przystanek - Falls Road, siedziba partii Sinn Féin, politycznego skrzydła IRA (w irlandzkim nazwa oznacza “My sami”, co odzwierciedla niepodległościowe marzenia Irlandczyków z Północy). Skromny jednopiętrowy budynek z czerwonej cegły ze spadzistym dachem.
Polityczny mural na ścianie przedstawia
Boba Sandsa, jednego z poległych katolickich bohaterów. (”Przynależność” murali łatwo rozpoznać: w malowidłach katolików dominują kolory irlandzkiej flagi - zielony i pomarańczowy, a w protestanckich brytyjskiej - niebieski i czerwony. W całym mieście jest ich ok. 300, przeważnie na szczytowych ścianach domów; często się zmieniają, bo jedne powstają na drugich.) Naszpikowany kamerami budynek jest pod ścisłą ochroną. W sklepiku z pamiątkami zdjęcia, obrazki, albumy, płyty i koszulki z napisem: “Irlandczycy będą w niebie, kiedy Brytyjczycy trafią do piekła” (ceny od kilku do kilkudziesięciu funtów).
Autokar jedzie w głąb dzielnicy katolickiej, mija wąskie uliczki jednopiętrowych szeregowców o spadzistych dachach. Dziedziniec neogotyckiego Clonard Monastery z 1896 r. (http://www.clonard.com ) był przez lata areną najgorętszych manifestacji politycznych katolików, a zacisze plebanii w latach 90. - miejscem pokojowych negocjacji z protestantami.
Linia Pokoju powstała we wrześniu 1969 r. żelbetowa konstrukcja ma 5 m wysokości i blisko 3 km długości, co kilkaset metrów stalowe, masywne bramy. Na co dzień otwarte, ale zamkną się w każdej chwili, gdyby doszło do zamieszek. Tuż przy murze po stronie katolickiej biegnie niewielka ulica - Bombay Street, jedno z najkrwawszych miejsc Belfastu. Mur podwyższają tu stalowe siatki. - Dla zabezpieczenia przed kamieniami, butelkami i koktajlami Mołotowa - wyjaśnia Paul. Nazwiska ofiar walk przy Bombay Street upamiętnia tablica (przy cywilach napis: “Zginęli dlatego, że żyli”). Jest i mural: na nim płonąca ulica, matka tuląca dziecko i słowa “Never Again” (”Nigdy więcej”). Dziś to bardzo spokojne miejsce - wokół bawią się dzieci, z domów dochodzi zapach obiadu.
Przejeżdżamy na drugą stronę muru. Na domach protestanckich lojalistów niebiesko-czerwone murale i brytyjskie flagi.
Na Shankill Road przez dziesięciolecia toczyły się walki. Na ścianie jednego ze sklepów portret Steviego “Top Gun” M’Keagea - przywódcy brytyjskich bojówek, który zginął w 2000 r. Nieopodal wymalowano moment bohaterskiej śmierci obrońcy wiary protestanckiej lorda Oliviera Cromwela (1599-1658), który uznawał katolików za największych wrogów Irlandii, a polityczne odrodzenie państwa widział w upadku katolicyzmu. Dziś plac przy Shankill Road to wielki trawnik. Dzieci grają w golfa, mieszkańcy spacerują z psami. Obowiązuje całkowity zakaz spożywania alkoholu (kara 500 funtów).
Dziś Belfast to spokojne miasto. Co prawda media informują czasem o zamieszkach, ale gdzie ich nie ma?


